niedziela, 22 marca 2015

Obłędny błonnik cz. 2

Polowanie i rolnictwo

Tu z kolei pojawia się argumentacja, że polowanie było przez długie tysiąclecia podstawowym sposobem zdobywania przez człowieka pożywienia. W skali trwania naszego gatunku rolnictwo jest bardzo młode. Nowe odkrycia ciągle przesuwają w czasie powstanie naszego gatunku. Homo sapiens jest starszy niż sądzono do niedawna. Rolnictwem zajął się dopiero kilka tysięcy lat temu, a biega po tej planecie już kilkaset tysięcy lat! To prawda. Jednak nigdy nie było tak, że ludzie jedli tylko mięso. Równolegle zajmowali się zbieractwem i niejednokrotnie w czasie polowań pierwszy głód zaspakajali jagodami i innymi leśnymi owocami. Znowu prawda oczywista okazuje się nie być aż tak jednoznaczna.

Przyczyny otyłości

Czy faktycznie jemy za dużo mięsa? Nie sądzę. Większość dietetyków nie chce uznać faktu, że to nie mięso jest odpowiedzialne za nasze tycie. Nawet nie tłuszcze, a przynajmniej nie w takiej mierze, jak się powszechnie sądzi. Przyczyny należy upatrywać w żywności przewożonej, w namiarze węglowodanów oraz w podaży pozornie zdrowych produktów, które w rzeczywistości demolują naszą gospodarkę hormonalną i uniemożliwiają przyswajanie witamin i minerałów. Klasycznym przykładem jest soja, a obok nie wszelkie tłuszcze typu trans. Właśnie dziś miałem okazję zapoznać się z wynikami kontroli w polskich sklepach. Jesteśmy nagminnie oszukiwani, gdyż do masła dodaje się tłuszcze roślinne. Skoro zaś są w tej formie sprzedawane, to niestety. Muszą to być tłuszcze termoutwardzalne. Wniosek jest bardzo przykry. Jesteśmy wobec takich machinacji bezbronni. Co więcej znajdzie się masa mądrali przekonujących nas, że to zdrowe. Wszak tłuszcze zwierzęce są niezdrowe, a roślinne zdrowe.
Czy zastanawialiście się kiedyś nad faktem, że plaga otyłości pojawiła się wraz z teorią o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych? Czy nie dało Wam do myślenia, że środki na potencję stały się tak bardzo potrzebne od kiedy do wędlin zaczęto dodawać białko sojowe?
Nadmiar tłuszczów roślinnych może okazać się bardziej szkodliwy niż nadmiar tłuszczów zwierzęcych. Zwłaszcza gdy są to tłuszcze typu trans. Otyłość zawsze jest wynikiem jakichś poważnych zaburzeń hormonalnych. Ważna jest ilość jedzenia, ale jeszcze ważniejsza jest jego jakość! To fakt, którego nie chcą zrozumieć wszyscy nakazujący nam obniżenie ilości kalorii. To tylko dolewanie oliwy do ognia i kolejny sposób niszczenia zdrowia (tak, tak – oliwa też jest zdrowa). Wiem z własnego doświadczenia, że można przyjmować nawet i 5000kcal i pozostać szczupłym. Trzeba tylko dobrze dobrać ćwiczenia i dbać o to co się je. Zresztą liczenie kalorii to też pułapka. Za dużo tu jednak pobocznych tematów, by wszystkie wyjaśnić w jednym artykule.

Kilka słów o samym błonniku i jego promocji

No dobrze, zajmijmy się trochę bliżej samym błonnikiem. Choć tu nie trzeba wiele wyjaśniać. Prawie każdy wie o co chodzi. Błonnik jest nieprzyswajalny, ale według dietetyków bardzo potrzebny do prawidłowego funkcjonowania jelit. Rozróżniamy błonnik rozpuszczany w wodzie i nierozpuszczalny. Większe ilości błonnika wywołują uczucie sytości.
W tym właśnie miejscu nauka przechodzi płynnie do marketingu, a dietetyka w świat baśni. Skoro błonnik jest nieprzyswajalny, a jednocześnie wywołuje uczucie sytości, to doskonale nadaje się do odchudzania. Nie ma kalorii (ech te nieszczęsne kalorie!), a brzuszek zapycha…
W imię skutecznego odchudzania niektórzy zaczynają więc żywić się głównie błonnikiem, o ile może tu jeszcze być mowa o żywieniu. Pojawiają się w sprzedaży nawet suplementy zawierające sam błonnik. Do tego przekonuje się, że błonnik znakomicie odchudza, gdyż blokuje przyswajanie tłuszczów. Zapomina się przy tym, że tłuszcze są nam także potrzebne, zwłaszcza w gospodarce hormonalnej. Pomija się milczeniem fakt, że ten sam błonnik w nadmiarze blokuje także przyswajanie witamin i minerałów.
Jakie to ma konsekwencje dla zdrowia? Mało białka, mało wapnia i innych minerałów to szybka droga do utraty masy kostnej, osteoporozy i wielu dolegliwości stawów. Braki białka w diecie to osłabienie mięśni i wreszcie niedobór białka i witamin to osłabienie odporności i gorsza praca układu nerwowego. Mało? Zbyt mało tłuszczu to spadek libido i potencji. Hura! Jedzmy więc sam błonnik!

Specyfika naszego układu trawienia

Sprawą, z której musimy zdawać sobie sprawę jest specyfika naszego układu pokarmowego. Człowiek nie jest ani do końca drapieżnikiem ani też roślinożercą. Jest makrofagiem, czyli wszystkożercą, o ile to „wszystko” potraktujemy z pewnym dystansem. Stali, szkła i soi nie przyswaja.
Dr Kwaśniewski, dr Ellis i inni twórcy diet tłuszczowych będą przekonywali nas, że jesteśmy drapieżnikami. Dieta tłuszczowa to określenie dość ogólne, dlatego po szczegóły odsyłam do moich wcześniejszych artykułów na ten temat. Na pewnodieta Ellisa jest w pewnych granicach dopuszczalna, natomiast koncepcja Kwaśniewskiego to już bardzo niebezpieczna skrajność.
Ich przeciwieństwo, czyli tzw. wegetarianie i całe stada współczesnych medialnych ekspertów, będą utrzymywać, że jesteśmy roślinożercami. W zasadzie mięso tylko nam szkodzi. Jedz błonnik, będziesz…
W rzeczywistości potrzebujemy białka i tłuszczów zwierzęcych. Nasz układ pokarmowy jest zbyt krótki, o wiele krótszy od układów roślinożerców, byśmy mogli zdrowo odżywiać się jedynie roślinami. Nie zapominajmy, że to właśnie pokarm pochodzenia zwierzęcego doprowadził do podwyższenia bilansu azotowego i pchnął nas do przodu na drodze ewolucji. To dzięki niemu mamy tak rozwinięty mózg. Wegetarianie często uciekają się do porównań z małpami i ich sposobem żywienia. Wszak są nam bliskie genetycznie. Tyle, że to my zbudowaliśmy cywilizację, a nie małpy. Gdzieś dawno temu rozeszły się te gałęzie ewolucji. Stan obecny jest konsekwencją naszego przystosowania.
Z drugiej strony mamy układ trawienia dłuższy niż typowe drapieżniki, a więc dla równowagi potrzebujemy też roślin. Tak wygląda najrozsądniejsza koncepcja dietetyczna, do jakiej udało mi się dojść po krytycznej analizie wielu stanowisk. Optimum naszego zdrowego żywienia to mięso i warzywa. Oczywiście w dużym uproszczeniu.

Ile błonnika? Niebezpieczne oszukiwanie organizmu

No dobrze. Czas ustalić coś konkretnego w sprawie błonnika. Nie uważam, by była konieczna jakakolwiek suplementacja błonnikiem. O ile jestem zwolennikiem uzupełniania diety suplementami w pewnych wypadkach, to na pewno nie dotyczy to błonnika. Jeśli w naszej diecie będą warzywa i owoce, to nie musimy obawiać się, że jemy błonnika za mało. Nie zapychajmy nim brzucha. Niektóre rodzaje błonnika są przez część ludzi bardzo źle tolerowane. Objawem tego są wzdęcia lub bóle brzucha.
Ci, którzy proponują nam, byśmy się odchudzali poprzez napychanie się błonnikiem, tak naprawdę namawiają nas do głodówek i oszukiwania organizmu. Organizm bardzo nie lubi być oszukiwany. Mści się bez litości. Zazwyczaj za takie oszustwa odpłaca nam się bólem i chorobami.
Nawet w sytuacji, gdy uznamy za konieczne wspomóc się preparatami na odchudzanie, to nie może to oznaczać głodzenia się, a jedynie rozsądną regulację ilości pokarmów. Zresztą działanie takich preparatów jest bardziej złożone i nie chodzi tu bynajmniej o powodowanie sztucznego uczucia sytości.
Zapewne potrzebujemy trochę błonnika, ale nie sadzę, że aż tyle ile usiłuje się nam wmówić. Nasze zdrowie jest zależne od naszych decyzji. Decyzji świadomych i przemyślanych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz