Białkowe mity
Sporych przekłamań dokonano także w stosunku do ilości białka w diecie. Wprawdzie nie zostało tak zdyskredytowane, jak tłuszcze, ale także często zaleca się spożywać je w ilości zdecydowanie niższej niż wymaga tego nasze zdrowie.
Niegdyś ustalono, że osoby z chorymi nerkami nie powinny przyjmować więcej niż0,8 grama białka na każdy kilogram masy ciała. Później już bez żadnych uzasadnień uznano tę normę jako obowiązującą dla wszystkich. Dziś w wielu książkach i publikacjach znajdziemy tę wartość jako optymalną dla zdrowia. Tej tendencji uległ również dr Kwaśniewski. Rozpowszechnianie teorii było na rękę wszystkim lobbującym na rzecz agresywnego wegetarianizmu i popierającym przemysł przetwórczy. Wszak białko jest najdroższym składnikiem. Skoro tak, to zamiana białka zwierzęcego w wędlinach na soję lub skrobię znacznie zmniejsza koszt wytwarzania i sprawia, że ceny stają się konkurencyjne. By nikt nie uznał tego za nadużycie twierdzi się uparcie, że tak jest zdrowiej.
Tymczasem nic nie potwierdza szkodliwości większych ilości białka u osób ze zdrowymi nerkami. Wiadomo, że dla człowieka ze złamaną nogą bieganie i chodzenie nie jest chwilowo wskazane. Czy to znaczy, że jest niezdrowe dla wszystkich? Także dla tych ze zdrowymi nogami?
Na temat soi wypowiadałem się już wielokrotnie. Wywołuje szereg problemów metabolicznych i hormonalnych. Blokuje przyswajanie witamin. Powoduje impotencję u mężczyzn. Mimo to ciągle znajdujemy artykuły opiewające ją jako wspaniałe źródło białka.
Na razie nie odpowiem Wam na pytanie ile białka powinno się przyjmować,tak samo jak uchyliłem się od określenia wartości innych składników. Do tego wrócimy na koniec tych rozważań. Póki co analizujemy powszechnie przyjęte twierdzenia i spróbujmy się przekonać na jak bardzo kruchych podstawach są oparte. Budowanie w oparciu o nie zdrowej diety lub skutecznych sposobów odchudzania jest wielkim nieporozumieniem.
Wokół węglowodanów
Skoro wiemy już jaki jest „największy tucznik” to musimy z tego wyciągnąć wszystkie możliwe konsekwencje. Na każdy rodzaj pokarmu organizm odpowiada określonymi hormonami. Podaż węglowodanów powoduje głównie wyrzut insuliny. Jeśli zbyt często będziemy zjadać dużo węglowodanów to dojdzie do sytuacji, gdy organizm przestanie reagować na ten pokarm właściwie i nie będzie już produkował insuliny. Tak zaczyna się cukrzyca. Wtedy wkracza lekarz i ordynuje zewnętrzne podawanie tego hormonu.
Tu także wybudowano sobie podpórkę, by przypadkiem nie przyznać, że wysoka podaż węglowodanów jest fundamentem większości współczesnych kłopotów zdrowotnych. Indeks glikemiczny. Im niższy tym jest bezpieczniej i nie ryzykujemy tycia. To niestety sprawdza się tylko w dość ograniczonym zakresie. Ryż, czy kasza mają stosunkowo niski indeks glikemiczny. Prawie każdy dietetyk powie Wam, że nie można na nich przytyć. Kulturyści uważają ryż za podstawę swojej diety.
Prowadziłem własne eksperymenty w tym zakresie. Wynik był wtedy dla mnie zaskakujący. Dziś już jest zrozumiały. Ryż w większych ilościach powoduje narastanie tkanki tłuszczowej. Wbrew pozorom łatwo przekroczyć granicę, za którą zaczyna rosnąć brzuch.
Trudniej uchwycić tuczący charakter owoców. Powszechnie uważa się, że to jedyny pokarm, który możemy jeść bez ograniczeń. Jeśli pragniemy zadbać o naszą sylwetkę, systematycznie i rozsądnie pozbywać się tkanki tłuszczowej i zachować zdrowie, niczego nie możemy jeść bez ograniczeń. Owoce zawierają sporo fruktozy i większość ludzi nie będzie w stanie nawet dzięki intensywnemu wysiłkowi zużytkować tego składnika właściwie. Zresztą każdy kto ma w miarę jeszcze zdrowy metabolizm i pracuje ciężko fizycznie będzie instynktownie czuł, że potrzeba mu przede wszystkim tłuszczu i białka, a nie tony owoców. Owoce są nam potrzebne, ale trzeba tu zachować daleko idący umiar!
Słodycze
Właściwie wszyscy są zgodni w sprawie słodyczy. Chcesz się odchudzać, chcesz trenować, chcesz być zdrowy – musisz unikać słodyczy. Niemniej wielu ludzi czuje nieprzepartą potrzebę zajadania się nimi. Zwróćcie uwagę na jeden fakt. Znam ludzi zjadających sporo tłuszczu i białka. Niemal nikt z nich nie jest otyły, jeśli już to ma solidną muskulaturę. Nic tak nie reguluje profilu hormonalnego kobiety, jak kubek wysoko-tłuszczowej śmietany. Panie lubiące śmietanę także zwykle są dość szczupłe. Natomiast każdy łasuch słodyczy prędzej czy później zaczyna zbliżać się wyglądem do kształtu doskonałego – do kuli!
Podaje się przeróżne sposoby mające na celu wyeliminować apetyt na słodycze. Zwykle sprawę poprawia podaż selenu i chromu. To fakt. Dla kogoś, kto ma z tym poważne kłopoty przyda się być może także carb-bloker. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, iż ten apetyt jest oznaką poważnych zaburzeń hormonalnych i enzymatycznych. Jakiś czas temu pisałem również o uzależnieniu od cukru. Człowiek o uregulowanych profilu hormonalnym nie będzie tęsknił za słodyczami. Najwyżej zje małą ilość od czasu do czasu.
Od cukru uzależnia się nas całe życie. Słodzone soczki i napoje gazowane. Cukier dodawany niemal do wszystkiego. W sosach i keczupach. Substancje smakowe tylko potęgują efekt. Dodać należy, że dzisiejsze słodycze są już tak dalekie od naturalnych deserów, że trudno dokładnie powiedzieć co w nich jest i jakich spustoszeń w organizmie mogą dokonać.
Tu znowu musimy uznać, że bilans kaloryczny na nic nam się nie przyda. Czy ktokolwiek uzna za rozsądne wyliczanie zapotrzebowania kalorycznego i zgodnie z tym zapotrzebowaniem zjadanie odpowiedniej ilości słodyczy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz