niedziela, 22 marca 2015

Meandry odchudzania i zdrowego żywienia – od diety kopenhaskiej do bilansu kalorycznego cz. 3

Kalorie, bilans kaloryczny – zasada termodynamiki

To dopiero początek problemu. Zapytacie mnie o to, jak w takim razie powinna wyglądać zdrowa dieta odchudzająca. Posługuję się tym terminem tylko dlatego, że mało kogo interesuje zdrowie, wszyscy chcą się odchudzać za wszelką cenę.
Gdy już ktoś zacznie się interesować odchudzaniem, to dowiaduje się o tzw.bilansie kalorycznym. Dietetyka jest dość specyficzną dziedziną. Bez żenady wprowadza się zasady z innych dziedzin nauki i dopasowuje je na siłę do naciąganych teorii.
Tak stało się z samą kalorią. Starą jednostką energii cieplnej. Teraz wszyscy liczą kalorie Odchudzający się i sportowcy. Kaloria to tajemnica sukcesu. Chcesz schudnąć musisz liczyć kalorie. Bzdura! Powtarzam bzdura. Już dawno przestałem liczyć kalorie. Organizm to nie piec, by wyliczyć wartość opałową dostarczanych pokarmów.
Podobnie jest z bilansem kalorycznym. To wulgarnie przerobiona pierwsza zasada termodynamiki. Co nam wyszło? Ile energii dostarczysz (w postaci kalorii) tyle musisz spalić. Kolejna bzdura tyle, że już na resorach!
Tak zaczęto mnożyć absurdy. Ile to kalorii spala się wchodząc na schody lub uprawiając seks itd. Teraz wystarczy wyliczyć ile się zjadło kalorii i bilans powinien wyjść na zero to nie będziemy tyli. To już bzdura uskrzydlona! Pegaz pomiędzy bzdurami.
My zaś nieustannie ogłupiani, ze wszystkich stron zalewani natłokiem coraz większych bzdur zaczynamy w to wszystko bezkrytycznie wierzyć. Czytamy pisma kobiece albo gazetki kulturystyczne, słuchamy lalowatych pań dietetyczek i niedouczonych trenerów fitness i nie zauważamy, że król jest nagi!
Z całym szacunkiem dla wszystkich tzw. ekspertów. Proszę sięgnąć po pierwszy lepszy akademicki podręcznik z fizjologii wysiłku, o poważnym pracach naukowych dotyczących sportu nie wspominając. Czego się z nich dowiemy? W miarę, jak dana forma wysiłku pojawia się regularnie, organizm się przyzwyczaja i optymalizuje pod ten wysiłek wszystkie procesy biochemiczne. Stara się wykonywać daną czynność z coraz mniejszym ubytkiem energetycznym!
Cóż to znaczy? Jeśli wchodzisz na schody raz w miesiącu, to się zasapiesz. Gdy robisz to kilka razy na tydzień będzie to niemal niezauważalny wysiłek. Wydatek energetyczny będzie całkiem inny w tych dwóch przypadkach. Podobnie jest z każdą inną czynnością.

Bilans kaloryczny w praktyce

Teraz spójrzmy na konsekwencje teorii bilansu kalorycznego na nasze życie i podejście do odchudzania. Wyliczamy sobie, że musimy tyle a tyle czasu spędzać np. na rowerku treningowym. Dla równowagi jemy określoną ilość kalorii. Rachunek wydaje się prosty. Mniej kalorii trzeba dostarczać w pożywieniu, awięcej spalać w ćwiczeniach odchudzających. Gdy efekty nas nie zadowalają jeszcze bardziej obcinamy ilość jedzenia i staramy się pedałować dłużej.
Tym samym doprowadzamy do poważnego deficytu pokarmowego. Specjalnie już nie używam terminu – energetycznego. Organizm musi minimalizować straty i przystosować się do nowej sytuacji. Składników pokarmowych ma teraz mało. Nie wiadomo kiedy dostanie ich więcej. Więc tkankę tłuszczową zachowuje na czarną godzinę. Jednak musi się czegoś pozbyć, bo nie jest w stanie wyżywić tylu tkanek z tego co dostaje. Do długotrwałego wysiłku tlenowego, czyli tego co zazwyczaj proponuje się w ramach ćwiczeń odchudzających wystarczą mu małe wolnokurczliwe włókna mięśniowe. One nie wymagają dużych nakładów. Pozbywa się za to masy włókiem szybkokurczliwych. Gwałtownie maleje ich wielkość. Tak oto, te wykazujące największe zapotrzebowanie włókna, nasz największy sprzymierzeniec w skutecznym odchudzaniu – karłowacieją!
Brak białka sprawia, że z czasem spada masa kości, bowiem nie ma z czego odbudowywać ubytków. Osłabione silne włókna mięśniowe plus słabe kości to dobre podłoże do wszelkich chorób i kontuzji stawów.
To dopiero czubek góry lodowej. W takiej sytuacji hormonem dominującym jest kortyzol. To właśnie on rozbija białka mięśniowe i przekształca je w energię, której nie dostarczamy w pożywieniu. Kortyzol to potrzebny hormon. Działa przeciwzapalnie i przydaje się w przypadku urazów, ale gdy cały czas dominuje, organizm podlega szybko degradacji.
Zwalania tarczyca. To powoduje bóle głowy, by tylko wskazać na najbardziej widoczny skutek. Spada poziom hormonów płciowych. Wiadomo jak to się kończy. Długo tak ciągnąc nie można. Wreszcie musi pojawić się poważna choroba, albo w reakcji obronnej zaczniemy nagle pochłaniać mnóstwo jedzenia. To już pewnie znacie. Legendarny efekt jojo. Trzeba zrozumieć jedno. Każda z typowych diet odchudzających musi prowadzić do jednego z tych dwóch rozwiązań. Nie ma innej możliwości.
Teraz, gdy zaczyna się opychanie na akord znowu nie jemy tego co trzeba, lecz co popadnie. Najczęściej słodycze. Organizm bynajmniej nie zacznie odbudowywać teraz kości i mięśni. Nadal nie ma z czego. Szok jaki mu zafundowaliśmy sprawi, że w pierwszej kolejności będzie gromadził zapasy – tkankę tłuszczową. Skoro było tak ciężko, to trzeba teraz zgromadzić jej więcej na ewentualność kolejnego okresu głodu. Zapewne w tych pokarmach, którymi się zaczęliśmy obżerać, pełnowartościowe białko występuje nadal w ilościach śladowych, więc nie ma co liczyć na dobrą regenerację.
Tak wyglądają skutki wiary w teorię bilansu kalorycznego. Do tego punktu doprowadzi nas typowy pakiet odchudzający szeroko propagowany w mediach. Długi wysiłek aerobowy plus niedożywienie. Podobny cykl może powtarzać się wiele razy. Za każdym będzie tylko gorzej. Jeśli chcecie wreszcie przerwać zaklęty krąg,cieszyć się smukłą sylwetką i dobrym zdrowiem, czytajcie kolejne części tego cyklu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz